sobota, 24 czerwca 2017

Jak dawno temu do gazety pisałam=))




Zabrałam się za porządki w szufladzie i odkryłam opasłą teczkę a w niej wycinki z naszej lokalnej gazety i z darmowej MM-ki to takie pisemko niestety już nieistniejące , w którym amatorzy i dziennikarze zawodowi pisali co w mieście piszczy=))  Nie tylko pisaliśmy ale tez fotografowaliśmy wszystko co się nawinęło przed obiektyw zabawa była przednia . Przyjaźnie czy raczej znajomości zawarte na portalu przetrwały do dziś . Z ciekawością przeczytałam co też nas wtedy cieszyło, denerwowało .
A oto jeden z moich dawnych bo ja wiem artykułów , felietonów nie wiem jak to nazwać. Dotyczy moich przemyśleń w temacie wakacje . przeczytałam i chyba nie wszystko się w tym temacie zmieniło=))

Wakacje... Hurrrraaaa?
 
Już za chwileczkę , już za momencik wakacje zaczną się kręcić. Wiadomo lato, wyjazdy słońce , ciężkie walizy, odciski na nogach, niepotrzebne pamiątki i takie tam.
Wiele już napisano tym jak , gdzie i za ile można spędzić wakacje. Bywa,że z naszej a bywa i bez naszej winy wakacje mogą okazać się niezapomnianym koszmarem.

Zatrucie pokarmowe, nietrafiony hotel czy kwatera prywatna, utrata portfela czy walizki to najczęstsze powody nieudanych wakacji.
Ważne jest gdzie spędzamy wakacje ale nie mniej istotne jest to z kim je przyjdzie nam spędzić.
Popytałam znajomych i bliskich i okazało się ,że prawie każdy przeżył nieudane wakacje dlatego,że inni postanowili umyślnie lub nieświadomie mu je zatruć.

Wyjazd z zaprzyjaźnionym młodym małżeństwem super sprawa jest tylko jedno małe ale. Synek Zosi i Pawła ma alergie i to prawie na wszystko. Rodzice bardzo uważają by dziecko nie jadło niczego co mu może zaszkodzić ale jednocześnie proszą nas byśmy nie jedli czekolady, orzechów, lodów, pizzy i jeszcze całej listy innych potraw w obecności malucha. I tu dla nas zaczyna się męka , bo nie po to jedziemy na wakacje ,żeby wszystkiego sobie odmawiać . Od słowa do słowa i już wiemy to ostatnie wspólne wakacje.

Na wakacjach lubimy pospać sobie dłużej , połazić bez celu , poleżeć na plaży a tu okazuje się ,że mamy w grupie organizatora wypoczynku takiego kaowca z zamiłowania. Już wieczorem przychodzi z gotowym planem zajęć na następny dzień . Cała grupa jest szczęśliwa a ty masz jakieś pretensje. Rozbijasz zgraną paczkę. Zamiast wypoczywać musisz się zastanawiać jak wybrnąć z kłopotliwej sytuacji. Masz dwa wyjścia albo dostosujesz się do reszty albo …
Pamiętam takie wakacje rano plaża, potem wieczorny grill albo gra w karty. Do dziś nie znoszę gry w karty tyle się nagrałam w te karty, że przez następne piętnaście lat miałam ochotę pobić każdego kto tylko o tym wspomniał.
Bywa, że w autobusie wiozących nas do ciepłych krajów trafi nam się współpasażer pasjonat .
Kiedy mój przyjaciel wybrał się w swoja wymarzoną podróż do Włoch ( taka podróż trwa kilkanaście godzin)obok niego usadowił się miłośnik parowozów. Tak więc Piotr poznał budowę lokomotywy tak dokładnie,że mógłby startować w teleturnieju „Tysiąc i jedno pytanie o budowie lokomotywy”.
Budowa lokomotywy to jeszcze można znieść ale jak trafi nam się osoba znająca się na wszystkich chorobach świata i tyleż samo wiedząca o sposobach ich leczenia , można nabawić się hipochondrii.

Bywa ,że nawet banalny temat powtarzany przez kilka godzin podróży czy kilka dni pobytu może nas doprowadzić do tak zwanej szewskiej pasji . Nie dość ,ze rozmowa nudna to współpasażer czy współlokator ma wadę wymowy lub przekręca jakąś nazwę. Na początku bawi nas ,że ktoś zamiast pies mówi mój psies ale pod koniec pobytu mamy już serdecznie dość i opowiadacza i jego psiesa Makasa.

Zdarzają się też urlopowicze „księgowi „ . Mają zeszycik, w którym skrzętnie zapisują co za ile , bardziej wprawni potrafią przeliczyć wszystko na euro a potem na dolary . Porównują obliczają , wiedzą na temat cen, kursu walut wszystko. I dzielą się tą wiedzą z nami , doradzają , kontrolują byśmy nie wydali zbyt wiele, przy czym wcale ich nie obchodzi czy my jesteśmy ich dobrymi radami zainteresowani. Po prostu radzą nam z czystej przyjaźni.

Miłośnicy mocnych trunków nie liczą się z nikim i głośnym śmiechem ,śpiewem a czasami i krzykiem oznajmia nam kto tu rządzi. Zawsze dziwię się naszym rodakom biegającym po całym mieście i szukającym za granicą naszej „dobrej polskiej wódki”. Czasami tylko narzekają ,że droższa niż w Polsce.
Dobrze jak trafi się na miłych właścicieli kwatery prywatnej , w której przyjdzie nam spędzić wakacje ale zbyt miła gospodyni bywa zmorą wczasowiczów. Już układacie się do snu a tu puk, puk pani gospodyni puka do drzwi. Siada sobie wygodnie w fotelu i opowiada o tym,że rok temu to miała taki paskudnych lub takich miłych wczasowiczów.

Na wakacjach bywa różnie ale i po wakacjach czasem ktoś może zepsuć nam na krótko ale jedna humor. Pokazujecie fotografie a ktoś pyta „ to co nie mieliście pogody , bo na fotografiach tacy poubierani”. I już zamiast opowiadać o urokach wakacji tłumaczycie się ,że pogoda była prawie cały czas tylko w ten dzień trochę padało. Tak jakby to czy pogoda jest czy nie zależało od wczasowiczów.
Są też mistrzowie wyszukiwania detali na wakacyjnych fotografiach oczywiście takich , które ich zdaniem psują wszystko. Pamiętam jak kiedyś pokazywałam swoje fotografie z wakacji , podobały się prawie wszystkim. No właśnie prawie wszystkim jednej osobie przeszkadzało to ,że z sandałka wystawał mi palec i zamęczała a raczej zamęczał mnie tym dlaczego tak się stało. A czy może buty były za luźne, a może za małe. Ot taki detalista.
Tylko,że tacy detaliści w większej ilości psują nam wakacje można by ,rzec jak rasowi hurtownicy=)

Może i zrzędzę ale chyba lepiej przed niż po wakacjach , na które czeka się cały rok.








piątek, 16 czerwca 2017

Spacerkiem po mieście (fotografie).

Właściwie to pogoda dziś
 niekoniecznie spacerowa ale też i nie wybrałam się na spacer tylko  że tak powiem w interesach. Kiedy mam ciut więcej czasu zabieram ze sobą aparat fotograficzny bo a nuż spotkam kogoś lub coś ciekawego=))
Za każdym razem kiedy idę ulica Ceglaną obok "domku winiarza"  robi mi się strasznie przykro,że ten ciekawy dom a raczej domek niszczej.
















 Obok wybudowano paskudny czarny dom , podobno mieszczą się czy będą mieścić tam jakieś biura przynajmniej tak wyczytałam na tablicy informacyjnej. Jak na mój gust budynek jest paskudny ale może ja się nie znam i jest to dzieło architektury współczesnej. Dziś nawet ten paskudny budynek ciut wypiękniał bo na balustradzie schodów usadowił się cudny kot, w pierwszej chwili można by pomyśleć ,że to ryś albo co najmniej mister kociej urody=)).
Zawsze zaglądam na Winne Wzgórze ,żeby zobaczyć co dzieje się na winnicy jak tam krzewy winogron. Aż zielono robi się przed oczami gdy na nie patrzę.

Obok winnic można przysiąść na ławeczce lub po prostu na trawie i popatrzeć na zapracowane owady.




Zielona Góra to miasto winnic i srok jest ich u nas mnóstwo a ja lubię te inteligentne ptaki właśnie czytam książkę o życiu ptaków ."Rzecz o ptakach. ptaki opowiedzą nam wiele o nas samych". Jest tu rozdział Sroka w lustrze , sroka to podobno jedyny ptak , który rozpoznaje siebie w lustrze.
Ale ta którą spotkałam jakoś nie była chętna do rozmowy.

poniedziałek, 5 czerwca 2017

Poduszka z jeżem dla maluszka .



Jeż pojawił się na mojej kolejnej poduszce tym razem poduszka ma być prezentem dla malutkiej dziewczynki. Dlaczego jeż ? A dlaczego nie? Skoro jeż to bardzo sympatyczny zwierz=))
Jeż należy do rodziny jeżowatych (Erinaceidae ) co jest oczywiste i o czym wie każdy, że to rodzina ssaków łożyskowych no to może nie jest już tak powszechnie wiadome. Nie wiem czy każdy wie iż jeż pokryty jest włosami , które przekształciły się w kolce . Zaraz po urodzeniu u małego jeżyka są miękkie, mają biały kolor i ukryte są pod skórą. Z wiekiem staja się twardsze i prążkowane biało czarne. Brzuszek jeża pokryty jest włosami w kolorze biały lub brązowym.
Kiedy jeż odczuwa zagrożenie sprytnie zwija się w kuleczkę i pionowo ustawia kolce.
Co jeszcze ciekawego można powiedzieć o jeżu może to,że nawet węże nie maja szans w starciu z tym małym zwierzaczkiem.
Jeże to nocne marki w nocy polują na owady , szczególnie na szkodniki warto mieć jeża w ogrodzie.
To że jeże jedzą jabłka można włożyć między bajki. Jedna ten na mojej poduszce jest ciut bajkowy więc trzyma w łapkach jabłuszko . Jabłuszko pełne snu=)
Jest nawet wiersz o jeżu :
Wanda Chotomska - "PRZYGODY JEŻA SPOD MIASTA ZGIERZA"Był sobie jeż kolczasty,
co czesał się na jeża
I mieszkał pod jeżyną
w pobliżu miasta Zgierza.
Ponieważ w okolicy
nie było żadnych jeży,
jeż nie miał się z kim bawić
i nie miał komu zwierzyć.
Więc chodził najeżony,
strapiony i markotny
i mówił sam do siebie:

- Ja nie chcę być samotny!
Co mi z tego,
że wokoło są jeżyny?
Wszak jeżyny
nie zastąpią mi rodziny... to oczywiście tylko część wiersza =)



Jeż to swoisty symbol miasta Zgierz .
Tak więc przedstawiam Wam mojego jeża poduszkowego=))













A to jeż , który odwiedził moją koleżankę =))
fot. Grażyna Klejna




poniedziałek, 29 maja 2017

Koszulka z karabinem …

Kiedy chłopcy są mali lubią bawić się w wojnę ołowianymi dawniej a dziś wykonanymi z sztucznego tworzywa żołnierzykami. 













Któż nie czytał baśni Hansa Christiana Andersena o dzielnym ołowianym żołnierzyku?

Chłopcy z czasem dorośleją no może nie tak do końca ale jednak. Ci z mojego pokolenia musieli odbyć obowiązkowo 2- letnią zasadniczą służbę wojskową no i zapał do walki ciut się osłabiał. Przynajmniej część z moich kolegów próbowała wymigać się od woja na wszelkie sposoby. Niestety komisje wojskowe były czujne i zazwyczaj nic nie pomagało udawanie tego czy innego schorzenia z raptownym pogorszenie wzroku na czele. Spotkanie z komisja lekarską kończyło się przyznaniem kategorii „A” . Ale jak już panowie spełnili obowiązek wobec ojczyzny no to opowieści o wojsku było co niemiara w końcu kumpel z wojska to jakby rodzina. Jak się spotkali kumple z wojska to nawspominać się nie mogli. =))
Wspomnień kilka pewnego wojaka http://waldemardrozlowski.blogspot.com/2014/05/jak-to-byo-na-komisji-dla-poborowych.html


Ja osobiście nie przepadam ani za literaturą wojenną ani za wojskiem jako takim.
Dawno temu zespół NO TO CO śpiewał taką bardzo mądrą piosenkę o ołowianych żołnierzykach, wojnie i o tym o ile świat byłby bez niej lepszy gdyby nie wojny.



Gdy byłem chłopcem chciałem być żołnierzem
i miałem szablę i z gazety hełm
i kilka ołowianych żołnierzyków,
co przelewali w moich bitwach krew.

Od rana trwała ołowiana wojna.
Rozbrzmiewał komendami cały dom;
na każdy rozkaz grała z armat salwa,
zmieniałem jednym gestem cały front.

Minęły dawno dni beztroskich zabaw,
zaginął po żołnierzach moich ślad,
lecz kiedy myślę o chłopięcych latach,
inaczej patrzę na zabawę swą.

Na pewno lepiej byłoby na świecie,
bez wielkich wojen i armatnich salw.
Żołnierzy mógłbyś kupić tylko w sklepie;
z ołowiu, takich jakie miałem ja.

Karabin jeśli jest namalowany nikomu krzywdy nie robi najwyżej komuś przypomni służbę w wojsku , odciski na nogach, nocne alarmy, kiepskie jedzenie , zimne noce na poligonie,czasami paskudnego kaprala co to wyżywał się na szwejach i od razu odechciewa się wojaczki.

No to zaraz usłyszę ,że co ja tam wiem o mundurze, broni palnej , nocnych apelach itp.
Ale Drodzy Panowie pamiętajcie pozory mylą , nie każda blondynka to słodkie stworzonko ... =))














piątek, 26 maja 2017

Koszulka z kolibrem ...


Zastanawiałam się co namalować na kolejnej koszulce , chciałam by był to letni radosny motyw . Może jakiś kolorowy ptak ? W poszukiwaniu odpowiedniego „bohatera „moje koszulkowej opowieści zajrzałam do „Podręcznego leksykonu ptaków” na 199 stronie był on ...koliber =)
Kolibrowate (Trochilidae) należą do do rodziny ptaków , rząd krótkonogie. Zamieszkują strefę między zwrotnikową. Długość ciała tych ptaszków to 6-22 cm, ważą około 2-20 g . Kolibry latają z prędkością 120km/h , potrafią unieść się pionowo, latać na boki i do tyłu a nawet wykonać tzw. zwis. Żywią się nektarem wysysanym z kwiatów przy pomocy długiego języka a czasami bezkręgowcami łapanymi w locie.
Kolibry budują gniazda w formie splecionego z trawy , części roślin, mchu a nawet pajęczyn kosza.
Samica znosi od 1 do 2 jaj (jako waży około 0,25 gr.) i to ona opiekuje się młodymi.
W piórkach kolibrów z tego co wyczytałam tak naprawdę występuje jedynie barwnik czarny i brązowy większość piór rozszczepia światło na barwy podstawowe, co nadaje ptakom tak bajkowy wygląd



Na koszulce namalowałam kolorowego kolibra do farb dodałam złoty, miedziany i srebrny barwnik co nadaje mu bajkowego blasku. By nie czuł się samotny doszyłam kilka guziczków z kwiatowym wzorkiem.















Polecam osoba zainteresowanym ptakami bardzo ciekawa książkę "Rzecz o ptakach. Ptaki opowiedzą nam wiele o nas samych" Noah Strycker.  Jeden z rozdziałów poświęcony jest kolibrom
ich życiu i o tym jak my sami powoli upodobniamy nasze życie do życia tych ptaków.