wtorek, 29 października 2013

Duchy, koty i jesienne opowieści.


Jesień to to opadające liście , deszczowe dni , szaruga ale też mnóstwo kolorów , kasztany, owoce i opowieści o duchach.
Na zielonogórskim deptaku pojawił się Drakula smutny jakiś biedaczysko=)


Zapraszam na spacerek po mieście w jesiennej szacie.










Gdzie podział się Bachusik Wiertykus ? podobno go ukradli choć pewności nikt nie ma.


A ja dziś go spotkałam . Wcale nie kłamię. Idę sobie patrzę siedzi kot w miejscu Bachusowa a tu za plecami słyszę jak elegancka pani mówi do towarzyskiego jej mężczyzny „ ale ten Bachusik nam wypiękniał „ i wiecie co mam wrażenie,że to prawda. Są na świecie rzeczy dziwne i niewytłumaczalne i ja myślę,że Wiertykus po prostu zmienił się w kota i wraca od czasu do czasu na swoje miejsce jako kot. Poczęstujcie go czymś pysznym jak go zobaczycie=))





Nie ma domu na ulicy Mickiewicza...
Na ulic Mickiewicza był sobie dom dawno temu sprzedawano tam kapelusze dla pań i panów. Nawet ja właśnie tam kopiłam swój pierwszy w życiu kapelusz. Dom popadł w niełaskę i groził zawaleniem a dziś patrze dom umiera to znaczy robotnicy wyburzają jego ściany kawałek po kawałku. Trochę szkoda=(


Tak napisałam i tak mi to wydrukowano w gazecie. 

piątek, 25 października 2013

Parapetówka z duchami...=)))

Robiłam zakupy takie jak mawia mój kolega „dnia codziennego” patrzę a tu mnóstwo dziwacznych gadżetów jakieś widły , szkaradne maski, gałki oczu w pudelkach i takie tam cudowności. Po chwili „zaskoczyłam „ no tak przecież niedługo Halloween jakoś niespecjalnie za nim przepadam ale też nie widzę potrzeby zwalczania tej nowej w Polsce amerykańskiej choć podobno starej i nie amerykańskiej a celtyckiej tradycji.
Przypomniała mi się pewna historia , którą przeżyłam właśnie w noc z 31 października na 1 listopada.
Pamiętam ją dobrze choć wydarzyło się to wieki temu . Właśnie tego dnia wprowadziłam się do swojego nowego mieszkania , zmęczona przeprowadzką postanowiłam spędzić ten wieczór sama , odpocząć , pooglądać jakiś horror w telewizji a w okolicach dwudziestej czwartej położyć się spać.
Niestety z moich planów niewiele wyszło okazało się ,że muszę zastąpić koleżankę na nocnym dyżurze . Nawet nie pamiętam czy to ona zachorowała czy jej dziecko w każdym razie powiadomiono mnie ,że muszę stawić się w pracy i koniec.

Wieczór był mglisty i padał drobny deszczyk na ulicy żywej duszy nie wiedzieć czemu nie było ani jednej taksówki na postoju. Postanowiłam wybrać się piechotą do pracy na szczęście mieszkałam niezbyt daleko.
Idąc w kierunku mojego miejsca pracy tak trochę dla odwagi a trochę by opanować złość z powodu nieplanowanego nocnego dyżuru rozmyślałam o tym kim byli ludzie , którzy mieszkali tu dawno temu. 


Nie wiem w jaki sposób znalazłam się na ulicy Wandy a tam w bramie jednej z kamienic zobaczyłam półprzezroczystą postać młodej dziewczyny . Od razu pomyślałam duch nic innego tylko duch . Przerażona nie na żarty zaczęłam biec przed siebie coraz szybciej a wydawało mi się ,że stoję w miejscu.
W oknach domów ukazywały mi się dziwne białe postacie coś do mnie mówiły , czegoś ode mnie chciały jednym słowem koszmar .







Biegłam szybciej i szybciej aż znalazłam się na dzisiejszej ulicy Wrocławskiej . W powietrzu unosił się powóz a w nim jakiś mężczyzna zaglądał do okna domu na pierwszym piętrze i wolał czyjeś imię. Pomyślałam niech się dzieje co chce wracam do domu , tam będzie bezpiecznej. A dyżur? Trudno życie ważniejsze jeszcze chwila a dostanę zawalu serca ze strachu. Błądziłam raz byłam na ulicy Wrocławskiej a za chwilkę na Wandy to znów na Reja . Wreszcie dobiegłam na moje osiedle i tu choć wokoło są same
wieżowce sceneria dla duchów raczej obca ,nie odstępowała mnie ani na krok postać jak z filmu o potępionych duszach. Dobiegłam do drzwi mojego mieszkania zatrzasnęłam je za sobą. Za drzwi słychać było najpierw delikatne pukania a później coraz to głośniejsze stukanie prawie łomot. Krzyknęłam odejdź  stąd , nie boje się ciebie , duchy nie istnieją. Kiedy już byłam bliska rozpaczy... obudziłam się . Przysnęłam na dmuchanym materacu , który zastępował mi łóżko. Do dziś wdzięczna jestem mojemu koledze Grzesiowi ,że mi go użyczył inaczej pewnie spałabym na podłodze ( w tamtym czasie o kupnie tapczanu tak „z biegu” można było pomarzyć). Do drzwi pukali moi przyjaciele rozbawieni oświadczyli „no , no ale masz mocny sen . Wiesz co możesz straszyć nas duchami parapetówki i tak ci nie odpuścimy”. Podobno ze strachu przed duchami zostali u mnie do świtu=)))


czwartek, 24 października 2013

Kot poprostu kot =)

Każdy ma własne preferencje piękna jeden zachwyca się piękne kwiatów inny ruinami starego zamczyska a jeszcze inny uważa,że niema nic piękniejszego niż samochód. Stare przysłowie mówi ,że " nie to piękne co piękne ale to co się komu podoba" i jest w tym wiele racji. Jednak są takie rzeczy i stworzenia, które są po prostu piękne i nawet jak ktoś ich nie lubi to urodzie tychże nie może zaprzeczyć. Na dzisiejszym spacerze no powiedzmy,że był to swoisty spacer z zadaniem doraźnym na dziś "kupić kapsułki do ekspresu"spotkałam takie cudowne stworzenie . Kobiety zazwyczaj nie maja czasu na spokojny spacer .




A stworzenie wykonało dla mnie  pokaz , pokaz gracji i niekwestionowanego piękna. Kto to był? A to by inny niż kot , król gracji i elegancji. W zamian za ów pokaz pomiziałam kocisko i rozstaliśmy się w wielkiej przyjaźni=)))

środa, 23 października 2013

We dwoje być...


Język polski jest pełen pułapek nie jestem mistrzem ale kiedy słyszę w TV jak dziennikarz czy inny uczony w piśmie i słowie mówi „dwoje synów „ mam ochotę krzyczeć „dwóch synów dwoje to może być ludzi odmiennej płci”. W życiu nie ważne czy jest dwóch przyjaciół, dwie przyjaciółki czy dwoje kochających się ludzi ważne by było im dobrze ze sobą. To cudowne mieć obok siebie bratnią duszę , rozmawiać ze sobą , tańczyć , pracować po prostu być razem.
Mam kilka fotografii gdzie dwoje , dwóch, dwie są razem i pewnie jest im ze sobą dobrze a to przecież najważniejsze=)


























poniedziałek, 21 października 2013

Bolesława Chrobrego w jesienny dzień....


Każdy kto uczył się , uczy lub zamierza nauczyć się gry na instrumencie muzycznym i mieszka w Zielonej Gorze lub najbliższej okolicy na pewno wie gdzie jest ulica Bolesława Chrobrego.

To tu właśnie jest szkoła muzyczna i sklep muzyczny. 










W tym sklepie moja córka kupiła sobie a raczej 
rodzinnie kupiliśmy jej pierwsza gitarę elektryczną i pierwszą z prawdziwego zdarzenia gitarę akustyczną . Tu biegałam po książki z nutami kiedy uczyła się gry na gitarze. Kiedy patrzyłam na instrumenty każdy wydawał mi się prawdziwym dziełem sztuki. 










Na Ulicy Bolesława Chrobrego mieści się kilka sklepików z odzieżą i ta nowa i ta używana , tu przycupnęły sklepiki spożywcze i kiosk z gazetami. Na tej ulicy jest też biuro parafialne Parafii Najświętszego Zbawiciela. Bolesława Chrobrego jak , każda stara ulica ma piękne domy i takie , które wołają o zmiłowanie czyli o remont. 















Szpecące bazgroły nie dodają wcale uroku starym kamienica ale cóż widać są w naszym mieście i artyści uliczni i wandale , którym wydaje się ,że są artystami. 







Wśród wielu zwykłych bazgrołów moja uwagę przykula swoista dyskusja , ktoś namalował obraz a ktoś napisał ,że sztuka owa jest spóźniona o jakieś 100 lat. Ulica Bolesława Chrobrego żyje własnym rytmem jak to ulica nazwana ku czci króla. Bolesław Chrobry to imię zna największy nawet ignorant historii Polski.

Zapraszam na spacerek .