piątek, 31 maja 2013

Lalki w moim domu.

to ja i moja lalka Danusia=)
Zapytana kto jest najlepszym przyjacielem „dzieciństwa”? Odpowiem oczywiście,że najlepszymi przyjaciółmi dziecka powinni być rodzice ,  niestety bywa różnie. 


Czasami najlepszym przyjacielem jest zwierzątko pies , kot , królik czy nawet koza ale najczęściej są to zabawki.
Zabawki czyli lalki i wszelkiej maści pluszaki.

Jak się jest małą kobietka to przeważnie ma się kilka lalek. Lalki dostaje się w prezencie, rodzice , ciotki,wujkowie i przyjaciele rodziny przywożą je z wojaży po kraju i zagranicy.
 

















Lalka krakowianka oczywiście przywieziona z wyprawy do Krakowa . Kraków to miejsce urodzin mojego dziadka, kochał swój Kraków jak żadne inne miejsce na Ziemi.
,















tancerka flamenco , drewniana matrioszka. Każda lalka w moim domu ma swoja historię.Tancerka przyjechała z nami z Blanes w Hiszpanii. Zachwycił nas ten taniec jak i wszystko co zobaczyliśmy w Blanes i Barcelonie.

















 Ta w stroju pensjonarki kupiona została jako osłoda ciężkiego losu przedszkolaka=)
Krakowianka przybyła wprost z krakowskich Sukiennic, tancerka jak łatwo się domyśleć przybyła z słonecznej Hiszpanii . 














Lalkę murzynkę kupiłam wiele lat temu za pierwsze zarobione pieniążki , miałam siedem lat i za zbieranie truskawek zarobiłam dwadzieścia złotych , lalka kosztowała dziewiętnaście. Pamiętam dzień jej zakupu sklep w którym ją kupiłam już nie istnieje. 















Złotowłosa lalka to prezent jaki przywieźliśmy dla naszej córki z San Marino. Nie od razu się polubiły, córka była oburzona dlaczego pojechaliśmy bez niej. Do dziś ma pretensje choć miała wtedy tylko dwa latka a podróż była by uciążliwa. To był nasz pierwszy wyjazd „na zachód”. Potem jeździliśmy wszędzie już razem , córka okazała się wytrwałym i ciekawym świata podróżnikiem=)













Lalki matrioszki kupiłam w Carskim Siole , trochę to zabawne bo to „chłopska” lalka kupiona w carskim pałacu. Pałac zachwycił mnie tak jak i St. Petersburg wtedy jeszcze nazywał się Leningrad. Za każdym razem kiedy patrzę na te laleczki przypomina mi się to cudowne miasto. Może jeszcze kiedyś uda mi się tam pojechać






Dziś a raczej od kilku lat w modzie są chude jak patyki lalki Barbie , a w latach pięćdziesiątych laleczki były ciut bardziej korpulentne no i były to zazwyczaj „bobaski”. Ta akurat wyszperała moja córka w second handzie . Można powiedzieć lalka znalazła nowy dom=)

















Lalka Barbie choć wygląda młodo to z tego co wyczytałam, to pani po 50-ce ale . Pierwsza Barbie pojawiła się w naszym domu jakieś piętnaście lat temu ta oryginalna. Pierwszą laleczkę podobną do Barbie kupiłam na bazarku za niewielkie pieniążki. Była ubrana w brzydką szarą sukienkę ale uszyłyśmy jej piękną sukieneczkę i wyglądała całkiem ładnie.
Ciekawe jak będą wyglądać lalki za dwadzieścia lat?
Dom bez zabawek jest pusty i smutny a smutny dom to nie dom .

Moja córcia Emilka i jej laka Gapcia =)




















Robiłam porządki w szafie zajrzałam  do pudla a tam Gienia i Bunio .
Gienia tak na imię ma moja koleżanka pamiętam ,że kiedy z córką kupiłyśmy tą lalkę spotkałyśmy Gienkę no i już wiadomo było ,że lalka będzie się tak nazywać. Imię dość staroświeckie ale koleżanka sympatyczna więc imię dobrze się kojarzy.

Bunio to prezent od "Szczeciniaków" jak nazywamy naszych krewniaków ze Szczecina , kto by pomyślał ,że po latach Emilia właśnie do Szczecina wyjedzie na studia. Jak widać Bunio to też "czarodziejska " lalka=))
















O jeszcze znalazłam fotografię córki z Kacperkiem , Kacperek to  prezent bożonarodzeniowy .
Tak na prawdę lalki są prawie w każdym kącie naszego domu...


Jak spotkam jakąś to tu ja zaproszę=))

czwartek, 30 maja 2013

Fabryka koniaków w Zielonej Górze...

Czasami kiedy po latach sięga się do strych fotografii „zapisanych” na filmach fotograficznych czy jak mówi mój mąż technik kryminalistyki na materiale negatywowym =), dyskietkach , płytkach CD lub na pendrive ma się nieodparte wrażenie ,że „dziś by zrobiło się to lepiej”. Przeglądając płytki CD znalazłam fotografie z 2009 rok z wizyty w nieczynnej fabryce koniaków w Zielonej Górze i o dziwo fotografie wydały mi się całkiem niezłe. Zdziwiłam się czemu 2009 roku jakoś niewiele z nich uznałam za godne uwagi. A teraz proszę wybrałam całkiem sporo.
O samej fabryce ciekawy tekst warto przeczytać
Fabryka jest odnowiona i ma w niej powstać podobno biura i restauracje a może coś innego=)















Dodaj napis















środa, 29 maja 2013

Ludzie spotkani na szlaku=)

Podobno każdy spotkany przez nas człowiek zostawia ślad w naszej duszy. Pewnie coś w tym jest , skoro potrafimy zapamiętać człowieka, którego widzieliśmy przez jedną chwilkę.

 Każdy kto choć raz w życiu miał aparat fotograficzny w dłoniach i spróbował zabawy w fotografa wie ,że najciekawsze są fotografie osób nietuzinkowych. 

 Jak nasz zielonogórski Szambelan.=)



















Czasami  drobiazg sprawia,że chce się zatrzymać w kadrze jakąś osobę,  fantazyjny kapelusz , fryzura , 



koszulka z zabawnym nadrukiem. 

















Oczywiście ,że najchętniej fotografujemy osoby nam bliskie w ważnych dla nich momentach życia. 

Lubię fotografować moją córkę, kiedy gra na gitarze lub kiedy zwyczajnie ma ochotę mi pozować=)





Piękne kobiety,




















dzieci , 












muzycy ,






 









zresztą wszyscy warci są by pokazać ich na fotografii. Mam kilka takich „ukochanych” portretów , choć na niektórych ludzie są odwróceni tyłem do obiektywu to i tak są interesujące.