sobota, 1 lipca 2017

Wspomnienia z czasów kiedy moje dziecko zaczynało studiowanie=))

Właśnie wróciłam z absolutorium mojej córki pięć lat studiów minęło bo ja wiem czy szybko? Na pewno pracowicie . Może nawet nie pamiętałabym dziś dokładnie jak widziałam studencką brać kiedy moje "dziecko" rozpoczynało studiowanie ale jak wiecie w tamtym czasie bawiła się w dziennikarstwo obywatelskie i na portalu internetowym prowadziłam bloga "Okiem Zrzędy". A że nic w przyrodzie nie ginie to i ja czasami znajduję w czeluściach pamięci mego komputera stare teksty .Szczerze mówiąc byłam pogodzona z tym ,że moje córka będzie studiować poza rodzinnym miastem i wtedy może i wyrodna ze mnie matka podeszłam do sprawy dość rzeczowo bez wylewania łez. łezka zakręciła mi się dopiero na absolutorium . Studia skończone przed moją córką i jej przyjaciółmi jeszcze obrona prac magisterski i ...






Czy wiele zmieniło się w moim postrzeganiu tematu życie w akademiku pewnie troszkę tak wiem już np. ,że studentowi wszystko się przydaje a jak nie to na pewno komuś się przyda . Ile zmieści się może małym pokoju w akademiku?  Oj lepiej nie sprawdzać...=))


Tekst z października 2012 roku ...

Chcąc nie chcąc bo trochę z nudów a trochę z konieczności dane było mi poobserwować jak też wyglądają pierwsze dni w pewnym akademiku. Student a raczej majątek jakim dysponuje zawsze kojarzył mi się z niewielką ilością najpotrzebniejszych i na dodatek wielofunkcyjnych przedmiotów codziennego użytku. O tym ,że czasy się zmieniły a studenci obrośli w dobra wszelakie przekonałam się zupełnie niedawno czekając na korytarzu w akademiku szczecińskiego ZUT .




Czekając ,aż moja pociecha zamelduje się w owym akademiku i pilnując jej jak się okazało nielicznych bagaży ( dwóch walizek i torby z laptopem) rozdziawiałam przysłowiowa gębę ze zdziwienia na widok przeogromnej ilości pudeł, toreb , waliz itp. będących dobytkiem przywiezionym przez studentów i wnoszonych rzec by można przez całe klany rodzinne.

Myli się ten kto uważa, że przeważały podręczniki otóż najwięcej było garnków , patelni i co najdziwniejsze mopów do zmywania podłogi. O tym ,że ilość mopów wcale nie świadczy o wzroście dbałości o porządek dowiedziałam się już następnego dnia. Zaraz po mopach , garnkach i wszelkiego rodzaju urządzeniach gospodarstwa domowego czyli lodówkach i telewizorach w wielkich ilościach pojawiły się zgrzewki z napojami , trochę dziwiłam się po kiego diabła wieść te napoje aż z odległych miejscowości skoro tuż obok są dwa sklepy z gatunku „tanich” i picia ta dostatek ale cóż widocznie to taka nowa moda . Z dawnych czasów pozostał tylko zwyczaj przywożenia do akademika smalcu domowej roboty i ogórków zawsze przydatnych kiedy już brakuje kasy .

Co prawda przeróżnych dziwnych rzeczy było w tych bagażach jeszcze mnóstwo choćby tarka do tarcia marchewki czy innej pietruchy , foremki na babeczki ale co tam wszystko się przydać może.

Wcale nie musiałam zaglądać ludziom w bagaży wszystko było wnoszone w otwartych kartonach i ustawiane tuż pod moim nosem. Zastanawiałam się tylko z skąd pewność ,że po pierwszym semestrze nie trzeba będzie tego wszystkiego wieść z powrotem do domu ale to już taki mój wrodzony pesymizm.



Jeśli chodzi o studentów to chyba najbardziej wyluzowani chcą być pierwszoroczni , a najbardziej doświadczeni w życiu studenckim ci z drugiego roku , to oni wypowiadają się o pierwszorocznych per „pierwszaki” czy „dzieciarnia” jednak rok w życiu studenta to nie to samo co w życiu powiedzmy trzydziestolatka.



O tym co się pije ile się pije , gdzie się pije dowiedziałam się jakby mimochodem od non stop rozmawiającego przez telefon studenta . Chłopak rozmawiał tak głośno,że nijak nie można było nie słyszeć co też dzień wcześniej pił i jak się źle czuje. Co prawda nie był to student ZUT lecz prawdziwy artysta bo i mówił o lekcjach muzyki i jak na artystę przystało co chwila przeglądał się w lustrze poprawiając fryzurę. Jego brata studenta pierwszego roku zapamiętałam ponieważ zdawało się ,że po prostu pragnie od zraz spróbować życia studenckiego nie czekając nawet na zakwaterowanie. W końcu starszy brat to autorytet , z tego co usłyszałam właśnie rozpoczął czwarty rok studiów a to już coś znaczy.



Pokoje w akademiku są całkiem , całkiem z internetem , lodówka nowiutkim mebelkami i dostępem do łazienki jak się później miało okazać lepsze niż ten , który ja w swojej bezgraniczne ufności zarezerwowałam sobie przez internet w hostelu. Tyle tylko,że remont trwa i ostateczne miejsce zakwaterowania będzie znane po piętnastym października , choć może to i dobry sposób na poznanie i samego budynku i ludzi.



Wracając do studentów otóż pierwszoroczni ufni w opowieści starszych kolegów święcie wierzą, iż życie studenckie to dobra zabawa i trochę nauki i niestety już na pierwszych wykładach boleśnie się rozczarowują bo studia to nauka i trochę dobrej zabawy.



Kiedy pojawiłam się na drugi dzień w akademiku usłyszała jak jeden z tych „pedantycznych” studentów pierwszego roku żalił się na kolegę z pokoju. Podobno jego kolega wylał zawartość garnka z własnoręcznie przypaloną pomidorówką do umywalki i ani myślał posprzątać po sobie. I tu moje nadzieje na to, że mopy przywiezione w tak dużych ilościach z rodzinnych domów do akademika świadczą o niezwykłej dbałości o porządek legły w gruzach. W kwestii porządków jak widać niewiele się zmieniło pewnie tak samo jest z tak zwanym życiem towarzyskim bujnie rozwija się przez pierwszy tydzień no może dziesięć dni po otrzymaniu funduszy od rodziców a później stopniowo zamiera , aż znowu na kontach pojawia się ukochane pieniążki.



Znajomości zwierane są szybko , można zaważyć coś w rodzaju podchodów damsko-męskich to znaczy, iż potrzeba bycia w parze w narodzie istnieje i aby nie zostać bez przydziału trzeba się spieszyć . Akurat na tej uczelni jest nadmiar chłopaków ale ci jak wiadomo nawet w tej dziedzinie są raczej bierni i to dziewczęta muszą wyjść z inicjatywą . Ot czasy no ale jak równouprawnienie to równouprawnienie.



Najdziwniejsze jest dla mnie to jak szybko przybysze stają się bardziej np. szczecińscy niż „paprykarz szczeciński” i bynajmniej nie chodzi tu o kolor włosów. Młodzi ludzie już po dwóch dniach w rozmowach telefonicznych z kolegami z rodzinnego miasta mówią „ u nas w „ i wymieniają nazwę miasta , gdzie jakby nie patrzeć na razie są tylko tymczasowo. Choć to jest i tak nic w porównaniu z niektórymi osobami, które zaraz po wyjeździe np. do Berlina piszą do koleżanek , „ może przyjadę do was na zakupy, bo u was jest taniej niż u nas w Berlinie”. Powiem szczerze ,że jak o tym usłyszałam to ciupkę mnie jak by to powiedzieć przytkało. No cóż wydaje mi się,że mimo wszystko lepiej chwalić swoje miasto niż się go wypierać. Skoro miasto to „prowincja” to jego mieszkaniec to prowincjusz w najgorszym tego słowa znaczeniu. Choć zdarza się ,że młodzi ludzie tęsknią za swoim miastem i wszystko w tym nowym wydaje im się obce. W końcu jak tu nie tęsknić za Zieloną Górą?



Studenci bywają różni są i tacy co bez przerwy się uczą , są tacy co balują ostro aczkolwiek krótko zazwyczaj dość prędko kończą edukacje ale znamienita większość jakoś w niezrozumiały dla nich samych sposób łączy naukę z zabawą.



Ja tam nie zrzędzę , ja tylko się dziwię po co te mopy wieźć przez pół Polski , chyba ,że to są mopy kupione na Winobraniu i są swoista maskotką. A to rozumiem .

I tak zapewne ten rudy kocurek wie więcej o studentach niż ktokolwiek wszak to kot uczelniany =)











I już po obronie=)


4 komentarze:

  1. milutkie wspomnienia,z okazji dyplomu serdeczne zyczenia

    OdpowiedzUsuń
  2. dziękuję w imieniu córki i jej przyjaciół=)

    OdpowiedzUsuń
  3. Gratuluję i powodzenia podczas obrony pracy magisterskiej :))

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie dziękuję by nie zapeszyć=)

    OdpowiedzUsuń