sobota, 15 czerwca 2013

O herbacie , czajniczkach, samowarach i kubeczkach=) (ciągle znajdyję nowe )

Jakoś tak się złożyło,ze moi bliscy postanowili mnie obdarować wszystkim co do założenia domowej kawiarenki jest niezbędne. Mam już ekspres do kawy , mam filiżanki , herbaty przeróżne , odrobinę kawy, cukier i mnóstwo radości z jej parzenia. 

 A tak poważnie to dostałam od córki na urodziny śliczny czerwony czajniczek i cztery równie piękne filiżanki do herbaty. Mam też torebkę herbaty o nazwie „herbata japońska" .









A jak o herbacie mowa to od raz pomyślałam o samowarach , można je było znaleźć na strychach w domach , w których mieszkali repatrianci z kresów wschodnich. Na strychu domu moich dziadków też takowy był. Moja babcia była rodowitą kresowianką a dziadek urodził się i do dwudziestego roku życia mieszkał w Krakowie. Tak więc kuchnia w ich domu była mieszanką kuchni małopolskiej i kresowej. W każdym razie samowar stał na strychu ku uciesze dzieciarni , służył nam jako zabawka , co się z nim stało? Nie pamiętam. 










Zielona Góra jakoś kojarzy się z samowarem , w końcu tak nazywają się nagrody przyznawane na festiwalu piosenki rosyjskiej. Moda na herbatę z samowara minęła i samowary poszły w zapomnienie . 















Aż w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych ubiegłego wieku znowu powróciły do łask , choć były to raczej elektryczne czajniki po trosze udające samowary. Każdy kto wyjeżdżał do ZSRR obowiązkowo przywoził samowar i zloty pierścionek dla wybranki serca . 

Mój tato kiedy w 1980 roku pojechał służbowo do Gruzji też przywiózł samowar . Jeśli mam być szczera to herbatę piliśmy z niego chyba tylko kilka razy ale samowar stoi w domu moich rodziców do dziś.
W czasie mojego dzieciństwa piło się herbatę w szklankach umieszczonych w ozdobnych uchwytach .
Herbata w torebkach – ekspresowa była rarytasem ale czy ta zaparzana w czajniczku nie smakowała lepiej … pewnie tak.














W naszym domu , każdy ma swój ulubiony kubek do herbaty .
Córka taki z pieskiem,












ja w kwiatuszki ,












mąż ten z zespołem muzycznym z lat jego młodości.
Mnóstwo tych kubeczków i kubków do herbaty w naszym domu. 

















 















Herbata smakuje najlepiej kiedy pije się ją spokojnie  siedząc w fotelu. 


Nie bardzo przemawia do mnie picie herbaty w biegu z kubka utrzymującego ciepło ale cóż zmieniły się czasy i wszechobecny pęd do przodu sprawił,że i herbatę musimy pić w biegu.
Choć pewnie i tak nadal własny kubek do herbaty będzie znakiem ,że jesteśmy u siebie=)
Moja herbata to:
herbata z cynamonem ,goździkami, odrobina soku malinowego, cytryna lub pomarańczą.



 Do mojej kolekcji przybyły nowe kubeczki córka podarowała mi kubek z cudnymi kotowatymi lampart i czarna pantera słodko na nim śpią=)












A te studenckie  zostały zaprojektowane na wydarzenie , które miało miejsce niestety minionego już lata Szczecinie . Logo to projekt mojej córki Emilii , kubeczki pojechały w świat wraz ze studentami =)








I jeszcze jeden słodki kubeczek z kociskiem przybył mi wczoraj (30 kwietnia 2015) do kolekcji. Podobno kocisko na kubeczku przypomina Czuczka.  Czuczek to kot , którym Emilia opiekowała się w czasie wakacji. Marcin "właściciel" Czuczka wyjechał na urlop do Grecji a Czucz musiał zostać w domu a przecież kot musi mieć kogoś do szykowania posiłków , zmieniania kuwety  i głaskania  no i do drapania za uszkami.




Prawda,że słodki kubeczek=)











Kubków i kubeczków przybywa  ostatnio przybyły dwa nowe taki mój blogowy













i taki z nasturcjami urodzinowy.















Przy robieniu porządków w kredensie nie tylko potłukłam  kilka szklanek zupełnie niechcący ale i odkryłam kila zapomnianych kubków .
Jest taki dla palacza z kotem w masce przeciwgazowej choć nie bardzo wieżę ,ze zadziała na wyobraźnię palacza.












Jest kubek dla piwosza , który zapewne czasami herbatę pija.










Jest złocony kubek do parzenia ziółek takich na trawienie i uspokojenie skołatanych nerwów.

 Kubki przywiezione z wakacji.


Kubki z kupowane z okazji i bez okazji  stoją obrastają kurzem i czekają na dzień kiedy sobie o nich znowu przypomnę i wrócą na "salony"=))

Dziś przy robieniu porządków w kredensie odkryłam kilka zapomnianych kubków.

Kubeczki kupowane dla poprawy nastroju jak ten z krówka czy z samochodem policyjnym.

Naprawdę  nie wiem skąd w moim kredensie metalowy kubek taki przypominający o dawnych czasach kiedy  wakacje spędzało się "pod namiotem" . Świetnie nadaje się do przechowywania  świeczek z kolejnych urodzinowych tortów=))

Dwa następne i owszem pamiętam ,że kupiłam je w Szczecinie,


 ze Szczecina przywędrował też kubek z marynarzem i









 i ten z napisem Szczecin i panoramą miasta =)
Zapewne przy następnych porządkach odkryje więcej ukrytych kubków i na pewno je tu pokażę ...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz