piątek, 27 grudnia 2013

Wspomnienia moje i nie moje.... (edytowane)


Święta to znakomity czas na sentymentalne powroty do czasów dzieciństwa czy czasów kiedy nasze dzieci nie biegały jeszcze na dyskoteki i kiedy byliśmy dla nich najmądrzejsi na świecie. Ech, ech kiedy to było. Właśnie w święta odwiedziłam swój rodzinny dom. W domu moich rodziców pełno pamiątek .













 Mój tato podarował mi w prezencie książkę z jego wspomnieniami z czasów jego młodości „ Kucie losu” o czasach jego dzieciństwa w maleńkim kresowym miasteczku Hancewiczach, o czasach kiedy to nie wiadomo dlaczego ktoś postanowił zadecydować o jego losie. Ojciec jako nastoletni chłopak został wywieziony na „zsyłkę " daleko za góry Ural o których zapewne uczył się na lekcjach geografii ale nie przypuszczał ,że wbrew jego woli przyjdzie mu spędzić tam kilka lat życia . Wspomnienia o poniewierce, głodzie ale i o przyjaciołach Polakach i Rosjanach z którymi połączył ich los. O powrocie do miasteczka, które już nie było takie samo .
O repatriacji i nadziei na lepszą przyszłość o spotkaniu po latach z rodziną .

Ja urodziłam się w Zielonej Gorze i może to dziwne jakoś nie mam żadnych sentymentów do kresów wschodnich . Nie umiem ani „slangować „ jak mawiają młodzi , nie lubię nawet potraw kresowych ot taki odmieniec ze mnie=)) Może to dlatego,że jednego dziadka urodzonego na wileńszczyźnie nie dane mi było poznać , ( umarł na kilka lat przed moim urodzeniem) a drugi dziadek był krakusem urodził się i wychował w Krakowie i tą miłością do Krakowa "zaraził" swoje wnuki=)

Ale wracając do domu rodziców są tam moje lalki i lalki mojej córki te co to pewnie by nie uchowały się w moim domu a dziadkowie , jak to dziadkowie przechowują te swoiste pamiątki. 














Jest zabawka może bardziej dla chłopaków samochód Polonez na baterie „płaskie” , taki cud. 







Jest mnóstwo fotografii z ważnych chwil dla naszej rodziny i zwykłych dni, ludzie widoczni na nich często odeszli już bardzo dawno temu.















moja córka Emilia i kot sąsiada=)
a to Emilia i kicia moich rodziców=)
W moim rodzinnym domu zawsze były koty i teraz choć podobno moi rodzice mają tylko jedną kicie to zawsze jest kilka zaprzyjaźnionych kotków . Takich co to wpadną z wizytą na mleczko lub coś jeszcze smaczniejszego=)










 Wszystko w domu rodziców jakby przystanęło na chwilkę, mniej tu pośpiechu , więcej spokoju i mnóstwo wspomnień . 













Nawet jabłuszko mimo zimy wisi sobie dostojnie na jabłonce.















Nie mam kresowych sentymentów bo też mojej rodzinie ludzie są z przeróżnych stron Polski a nawet Europy a pewności nie mam czy z czasem nie przybędzie w niej przybyszy z  całego świata.  Ale warto znać swoje korzenie choć nie po to by zionąć nienawiścią a raczej by zrozumieć nas samych, nasze wady i docenić zalety. 














Pamiętam jak bardzo kusiło mnie w dzieciństwie ,żeby wrzucić do tego barana kredki. Znam historie tego zakupu  , babcia kupiła go razem z jej starszym bratem.
Poczytałam wspomnienia mojego ojca  i nadal wolę mimo wszystko wolę moją Zieloną Górę niż jakieś
tam miasteczko na kresach=))

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz