niedziela, 12 maja 2013

Koty w moim domu... historia ciągle uzupełniana=)

Podobno Leonardo da Vinci napisał :
Nawet najmniejszy kot jest arcydziełem natury”. Zgadzam się z tą opinią , kot to cud natury.



W moim rodzinnym domu zawsze były koty ale jeden zapadł mi w pamięci, bo to był mój przyjaciel taki prawdziwy. Może to dziwne ale ten kot zawsze towarzyszył mi w dobrych i złych chwilach, spaliśmy w jednym łóżku a czasami kiedy mama nie widziała pozwalam mu wyjadać z mojego talerza. No fakt może to niehigieniczne ale jak ma się sześć lat to kto by dał sobie powiedzieć ,że jego przyjaciel nie ma prawa poczęstować się jakimś przysmakiem z talerza. Kot żył długo jak na kota i kiedy go zabrakło choć byłam już nastolatką płakałam przez kilka dni. Na imię miał Szurik nie Szarik nawet nie wiem kto go tak nazwał , bo nie ja=))  Czasami razem zasypialiśmy i śniliśmy ja o podróżach a mój kot pewnie o polowaniu na myszy =)

 Mieliśmy jeszcze koteczkę Murke te 3 maluchy to jej potomstwo Czesia, Szarciu i Maciek.
Po latach w domu moich rodziców pojawił się piękny kot Klemens wielki indywidualista , nie przepadał za głaskanie no chyba,że sam na to pozwolił.


Czasami do ogrodu i na podwórko moich rodziców zagląda jakiś kot a to Rudzik a to koteczka, która nazwałam Gosposią.











Gosposia nie boi się nawet psów  nie pozwala by ktoś rządził się na jej terenie=))


















Dziś nie mam w domu kota , za to staram się podrzucać co jakiś czas coś dobrego kotom żyjącym za moimi oknami. Czasami sama im coś podrzucę a czasami daje jakiś koci smakołyk Pani , która się nimi opiekuje.
Za to w domu mam jak się okazało kilka kocich podobizn. Dziś wybraliśmy się na rodzinne fotografowanie , bo to nasze małe „wariactwo”. Córka uwielbia fotografować opuszczone budowle , mąż chodzi z nią dla bezpieczeństwa a ja , a ja stoję „na czatach”... =)) 

Żeby się nie nudzić , wzięłam ze sobą trzy „koty” ,żeby sfotografować je w różnych miejscach. 



Ten kot artysta jest od dawna w naszym domu dostałam go od starszej siostry miałam jakieś 9 lat a siostra była już studentka . Tęskniłam za nią a ona przywiozła mi tego kota i powiedziała "przedstawiam ci kota to kot muzyk z Wrocławia"=))  Mieliśmy w domu żywego kota , który uwielbiał nosić "Wrocławiak" w pyszczku i bawić się nim. Zdarzało się ,że szukałam "Wrocławiaka" po całym domu=))


W oknie jednego z domów zobaczyłam ukrytą w kwiatach figurkę kota prawda, że cudna ?=)

W domu okazało się,że mam jeszcze kilka „kotów” . Złapałam za aparat zaczęłam fotografować a oto co mi z tego wyszło=))

Tego kota dostałam od córki podobno to kot afrykański=)
Kot egipski ...


tego kota zrobiłam sama z modeliny dla mojej córki kiedy była jeszcze przedszkolakiem=)



Podarowany przez moja mamę nawet nie pamiętam z jakiej okazji a może i bez okazji (kot z porcelany)

Kot przywieziony z wizyty u mojej siostry we Wrocławiu.


Kolczyki z kotem zrobione przez moja córkę=)


Można powiedzieć kot elegant... mala figurynka kupiona w kiosku  na poprawę nastroju=)


Szklany kot kupiony na Winobraniu...

i taki kupiony w kwiaciarni jako dodatek do bukietu.


Drewniany kot  z kiermaszu winobraniowego i kot z okładki książki o kocie Bobie=)

Kot na mydełku       i            kot opakowanie  płynu do kąpieli. Mam koty , które sama maluje na szkle i takie , które zdobią przedmioty codziennego użytku np. lusterko....



A to doniczka z dzieło kotem mojej córki.

Co pewien czas odkrywam nowego kota o którym warto opowiedzieć...



Jest kot podarowany mi przez męża kiedy oczekiwaliśmy na narodziny naszego dziecka . Zawsze gdy na niego patrze przypominają mi się tamte dni oczekiwania no i odrobiny obaw o przyszłość. Kot ma już prawie 24 lat można powiedzieć stare kocisko z niego=))







Na gitarze mojej córki wisi kot kupiony na "dniach Miodu i wina" to taka impreza w skansenie w Ochli.  Emilia lubi grać na gitarze ale studiowanie dwóch kierunkach nie pozostawia na tą pasję zbyt wiele czasu tak wiec na razie gitara została w domu a kot jej pilnuje, pewnie oboje wywędrują kiedyś do domu Emilii=)
Są też w naszym domu jeszcze dwa czarne koty jeden na medalionie a drugi to rodzaj drewnianej zawieszki. Pamiętam, że zdziwiła mnie reakcja męża pani , która sprzedawała te koty . "Proszę nie fotografować " czyli co jak kupie to mogę sfotografować jak nie to zakaz=)) Wzór nie jest specjalnie nowatorski więc niepotrzebnie pan zareagował tak nerwowo . ja kupiłam ale niektórzy odeszli ciut zniesmaczeni ot jak to czasami nadgorliwość psuje rynek=))
Mam maleńkiego kotka do noszenia w portfelu taki koci uspokajacz , kiedy w portfelu widać podszewkę. Zawsze milo zobaczyć ,że nie jest tak źle wszak kocisko tam sobie siedzi=))

Kotów przybywa ten portret koci narysował dla mnie kolega mojej córki bajeczny =)


Może za jakiś czas znajdę jeszcze jakieś koty co się pochowały po kątach mojej chaty i je Wam przedstawię=))
Nie mam własnego kota ale za  to uwielbiam obserwować koty mieszkającego obok ogrodnika i naszego kociego sąsiada Foksa . Ten kot ma ciekawa historię przygarnięty z ulicy przez naszą sąsiadkę jako małe kocie wyrósł na pięknego kocurka ulubieńca całego domu. Czasami wykłóca się z ptakami a czasami musi walczyć o dominacje na klombie przy naszym bloku. Na razie to on rządzi=)












Brak komentarzy:

Prześlij komentarz