wtorek, 14 maja 2013

Zapomniane miejsca, domy i przedmioty....


Lubię od czasu do czasu pójść na spacer w odległe zakątki Zielonej Góry. Ratusz, starówka, Palmiarnia są piękne ale czasami marzy się o odrobinie spokoju. 



Bywają miejsca w każdym mieście gdzie lepiej nie chodzić samemu nawet za dnia a co dopiero nocą.















Na peryferiach miasta a niestety zdarza się ,że całkiem niedaleko Ratusza można zobaczyć stare domy opuszczone przez mieszkańców , którzy albo odeszli z tego świata i zostawili po sobie nieuregulowane sprawy spadkowe, a spadkobiercy nie potrafią się dogadać albo też wyjechali „za chlebem” do Anglii, USA czy innego kraju. Różnie to bywa. Za każdym razem kiedy mijam taki dom zastanawiam się jacy żyli w nim ludzie , jak wyglądały ich poranki i wieczory.




W Zielonej Górze wśród opuszczonych domów są prawdziwe perełki architektury , są też domy wokół , których narosły legendy .






















fot. Emilia Drozłowska

Na ulicy Stefana. Batorego stoi opuszczony dom podobno to dom , w którym mieszkał zielonogórski kat. Aż strach przechodzić tam nocą .
















W opuszczonych domach jeszcze wiszą  firanki, jeszcze widać prze uchylone drzwi stare meble ale już nikt w nich nie zamieszka.



Koło tych domów czasami można zobaczyć skrzynki na listy. Skrzynki na list zawsze mnie interesowały , bo skrzynka na listy gdyby umiała mówić opowiedziała by zapewne wiele ciekawych historii o tym kto i kiedy dostawał miłosne list a kto widokówki od znajomych z zamorskich krain a kto tylko same rachunki.
Bywa,że na domu zawiśnie ogłoszenie „na sprzedaż” i dom na nowo zaczyna tętnic życiem ale bywa,że choć ogłoszenie wypłowieje od słońca nikt nie chce zamieszkać w starym domu, bo remont czasami jest bardzo kosztowny a walka z wilgocią , grzybem i co gorsza z niewytłumaczalnymi zjawiskami jest z góry skazana na przegraną.








Na jednej z ulic Zielonej Góry są ruiny restauracji słynącej z grzesznych uciech.
















 Samotnie stoi tam też stara przepompownia wody a na jej szczycie śmiałkowie powypisywali swoje „złote myśli”.




Nie tylko domy skłaniają mnie do rozmyślań o ich byłych właściciela ale i przedmioty wyrzucone, zgubione czy po prostu pozostawione na łasce losu.
Buty stoją sobie grzecznie a ja zaraz zastanawiam się  kto je tu zostawił i czy nie było mu zimno iść bez butów w chłodną jeszcze majową noc?” =)










 A płaszcz kto go tu zostawił?












 
Polecam artykuł mojej córki o ulicy Foluszowej wart jest przeczytania , można dowiedzieć się z niego co to były folusze i do czego służyły.
"Polna droga, stare ruiny, lokal widmo i płoty obwieszone dywanami. Gdzie to jest? To właśnie jest Foluszowa, do której samo dotarcie jest wyczynem.
Kim lub czym jest Folusz?
Od czego pochodzi taka niespotykana nazwa? Tradycyjnie poszukiwania zaczynam od niemieckiej nazwy ulicy.  Walkeweg nie posiada dosłownego tłumaczenia, część nazwy pochodzi od czasownika „walken", który oznacza tyle co „spilśniać, foluszować", a „weg" to droga. Tu sprawa jest jasna. Jednak od czego dokładnie pochodzi ta nazwa i czym jest tajemniczy „folusz"? Jak czytamy w źródłach w roku 1895 odnotowano na tej ulicy aż pięć foluszy. Słowo folusz oznacza budynek , w którym znajduje się maszyny do foluszowania. Co to ma wspólnego z miastem? W tradycji Zielonej Góry na równi z winiarstwem leży sukiennictwo. Tkaninę przeznaczoną do produkcji sukna należało wcześniej poddać spilśnianiu (foluszowaniu). Po tym procesie materiał zwiększał swoją objętość. W całym procesie bardzo ważną rolę odgrywa woda, która napędza urządzenie. Jak widać lokalizacja jest tu nie przypadkowa, gdyż cały teren znajduje się bezpośrednio przy potoku zwanym Złotą Łączą, który stanowił źródło energii dla pobliskich foluszy.
Tajemnicza ruina
Przy polnej ścieżce, bo tak właściwie powinno nazwać się ulicę Foluszową, mieści się dość dziwna ruina. Niektórzy mylnie nazywają ją bunkrem. Ten budynek bezpośrednio łączy się ze Złotą Łączą. Jest to ruina dawnej mechanicznej oczyszczalni ścieków. Uruchomiono ją w roku 1934, zaraz po tym jak bardzo zanieczyszczona Łącza została ujęta w podziemnych kanałach. Ta skromna oczyszczalnia miała przepustowość 19500 m3/d. Pracowała ona jednak tylko do wybuchu II wojny światowej, a po roku 1945 uległa zniszczeniu. Ponownie uruchomiono ją w roku 1958, a służyła aż do lat 70'. Dziś jest to jedna wielka zapomniana ruina, którą odkrywa na nowo praktycznie każda osoba odwiedzająca dzisiejszą Foluszową.
Foluszowa dziś
Foluszowa jako chyba jedna z nielicznych ulic nie ma brukowanej nawierzchni, jest to zwykła polna ścieżka, samochód jest tam rzadkim zjawiskiem, mimo to jest ograniczenie do 40 km/h. Wokół niej rozciąga się całe mnóstwo kanałów i rzeczek. Jako jedyna w mieście posiada fikcyjny zakaz wjazdu, którego chyba nikt nie respektuje, bo jest tam on całkowicie zbyteczny. Otoczona jest lasem i drobnymi ogródkami działkowymi. Gdy zajrzymy do książki telefonicznej znajdziemy mnóstwo firm teoretycznie zlokalizowanych na ulicy Foluszowej, jednak ani słowa o tajemniczym lokalu „Hacjenda". Dziś jest to jedna wielka ruina. Co to był za lokal? Tu krążą różne historie, jedne mówią o zwykłej knajpce, drugie o lokalu o którym im mniej wiemy tym lepiej dla nas. Jedno jest pewne została po nim tylko tabliczka. Kolejna rzecz, która zaskoczyła mnie na Foluszowej to dość specyficzna dekoracja na płotach. Mieszkańcy w celu wyciszenia swoich posiadłości pozawieszali na siatce dywany. Widok jest zaskakujący, bo mamy tam trendy „dywanowe" z różnych lat. Sama ulica jest dość cichym i spokojnym miejscem, podmokły teren otoczony lasem i małymi domkami, jedyny problem stanowi dojazd. Dotrzeć tam to jakby zdobyć wielki szczyt na nizinie







2 komentarze:

  1. udany spacer..lubie tez zagladac do opuszczonych miejsc.....szkoda ze zostaly samotne.

    OdpowiedzUsuń