Jakiś czas
temu kupiłam w nowo otwartym sklepie z akcesoriami do wystroju domu podobrazie,
bo tak chyba się to fachowo nazywa w
kształcie serca.
Może nie
jest to jakieś super profesjonalne podobrazie ale i cena przystępna no i ze
mnie bardziej amator niż artysta;))
Jak je tylko
przyniosłam do domu zaczęłam się zastanawiać co by na nim namalować . Może
maki? Eee nie maki zimą . A może wiejską chatkę całą osypaną śniegiem. Też nie, bo śniegu nie ma.
Przypomniałam
sobie, że już niedługo Walentynki i, że jak Walentynki to zakochani a jak
zakochani to najlepsze będzie monidło.
Co to
takiego monidło? To rodzaj portretu
malowanego na podstawie zdjęcia .
Po raz
pierwszy monidła zaczęto malować w XIX wieku to była tak alternatywa dla
ręcznie malowanych portretów na które stać było tylko zamożnych obywateli.
Monidla były tanie i dostępne dla wszystkich .
Moi rodzice
też mieli taki portret a nawet dwa jeden z okresu „narzeczeństwa” a drugi
„ślubny”. Szczerze to na żadnym nie mogłam ich poznać.
Monidła
miały to do siebie, że choć malowane z fotografii były mocno wyretuszowane. Nie
wiem, dlaczego zarzuca się im, że są synonimem kiczu wszak obecne fotografie
celebrytów w kolorowych czasopismach i na stronach internetowych też mocno odbiegają
od oryginału;))
Ale wracając
do mojego monidła uznałam, że jeśli monidło pozwala na powiedzmy spore
odstępstwo od oryginału to czemu nie namalować takiego na którym będą zamiast ludzi
kot i chomik. Dlaczego akurat one? Bo
tak zwracają się do siebie osoby , którym postanowiłam namalować moje monidło.
Malowałam
farbami akrylowymi a następnie utrwaliłam malunek werniksem do farb
akrylowych,
Boki obrazka
okleiłam zieloną wstążką a do niej przykleiłam kwiatuszki zakupione w moim
ukochanym „Centrum wyprzedaży”.
Zabawa przy
monidle była super .

