Jesień to czas zbioru plonów w sadach i ogrodach , czas robienia zapasów na zimę , gotowania kompotów i ... i oczywiście czas na zupę z dyni. Moja babcia gotowała taka "na słodko" z mlekiem .
Nie przepadałam za nią choć podobno była smaczna i pożywna bo ja wiem może i pożywna ale czy smaczna?;)
Wolę tą , którą gotuje mój małżonek wedle przepisu z książki kucharskiej "Zupy" jest pikantna z czosnkiem, cebulą , batatem , kolendrą i ostrą papryczką. W tym tygodniu ugotowaliśmy ją we troje czyli mój mąż , nasz kolega Edward i ja. No może mój udział był symboliczny ale w końcu ktoś musi być szefem ;))
Zostało nam mnóstwo pestek z dyni , wysuszyłam je i zaczęłam się zastanawiać w co je włożyć. Znalazłam w kuferku lniany woreczek taki w sam raz do przechowywania nasion.
Woreczek postanowiłam ozdobić wizerunkiem dyni oczywiście.
Zapewne namalowałabym samą dynię ale córka przysłała mi fotografię Tosi z szeroko otwartym pyszczkiem
no i jak tu było nie namalować kota obok dyni?:))
Jesień jest niezwykle kolorowa i pięknie wychodzi na fotografiach.
Mimo to kocham lato najbardziej ze wszystkich pór rok ale cóż jak się nie ma co się lubi to się lubi co jest;)



















