niedziela, 19 stycznia 2014

Butelka z nasturcjami.


Kiedy za oknem szaro buro i zimno warto poprawić sobie nastrój kieliszkiem słodkiego likieru np. bananowego. A kiedy i to nie pomoże można posłuchać radia a raczej muzyki płynącej z tego już nieco wiekowego wynalazku. Przeboje nowe i te z czasów kiedy „kochało się pierwszy raz” zawsze poprawiają mi nastrój . A jak nastrój się nieco poprawi i po słodkim likierku zostanie fajna butelka warto ją odrobinę ozdobić , można będzie ją podarować komuś bliskiemu lub wykorzystać jako pojemnik na nalewkę domowej roboty aj... jaką nalewkę oczywiście,że chodziło mi o ocet lub oliwę=)) No zobaczy się jak już będzie gotowa.



Zaczynamy!














 Butelkę należy dobrze umyć, wysuszyć . Ołówkiem do rysowania na szkle ( dostałam taki pod choinkę) narysować wzór według własnego uznania. Następnie wymalować wzór farbami do szkła. 















Kiedy butelka będzie schła można z włóczki przy pomocy szydełka wykonać kwiat , który następnie przykleimy do korka .











 Jeszcze tylko jak to jest w moim zwyczaju wiążemy kokardkę na szyjce butelki zamykamy ją korkiem ozdobionym czerwonym kwiatem i … proszę oto nasz surowiec wtórny w nowej odświętnej odsłonie=) Sama praca przy ozdabianiu i zmienianie zwykłej butelki w swoistą karafkę daje mnóstwo radości i poprawia humor na tyle ,że picie likieru nie jest konieczne=)))












Potrzebne będą:
  1. farby do szkła
  2. ołówek do malowania na szkle
  3. włóczka i szydełko
  4. wstążeczka
  5. i oczywiście butelka.


czwartek, 16 stycznia 2014

Drugie życie sweterka...



Zimno się troszkę zrobiło za oknem i do łask wróciły wielkie swetry i maleńkie sweterki. Prawie , każdy ma w szafie taki sweterek co to już albo za ciasny albo ciut podniszczony ale taki ukochany ,że żal się z nim rozstać. Jak to wyrzucić przyjaciela do śmietnika? No nie. Ja mam taki sweterek kupiony dawno temu nawet już nie pamiętam gdzie ale taki co to "popatrzysz i już wiesz musisz go mieć"=)) Jestem sknera i takie uczucie euforii na widok jakiegokolwiek "ciucha" zdarza mi się niezwykle rzadko.




 Tym razem polubiłam mój sweterek z zabawnym haftem i mnóstwem guziczków , nosiłam go kilka zim aż porobiły się dziury na rękawach. Już miałam się z nim pożegnać, gdy nagle przyszedł mi do głowy pewien pomysł. Jak każda "Kaczka szwaczka" mam mnóstwo wszelkiej maści gałganków, tasiemek, wstążek, resztek włóczki słowem cuda i cudeńka ... tylko gdzie to przechowywać? Postanowiłam uszyć ze starego ukochanego sweterka poduszkę a raczej swoistą poszewkę " schowek" na te skarby.




Dół sweterka zszyłam a górną część zwinęłam i przyszyłam do przodu sweterka.


















Rękawy zawiązałam , przyszyłam do zwiniętej części sweterka , ozdobiłam dużym guzikiem. Rękawki dodatkowo przyszyłam do przodu sweterka , stanowią dodatkowa ozdobę .











 Wkładamy do środka nasze skarby i korzyść podwójna bo oprócz schowka na nasze skarby mamy poduszkę . Można też w takiej poduszce przechowywać np. rajstopy, skarpety, chusteczki, czapki lub inne tekstylne drobiazgi.










 Poduszkę położyłam na fotelu przy biurku i tal mój ukochany sweterek dalej mi służy. Aha do wykonania takiej poduszki nie są potrzebne nożyczki, no chyba tylko do obcinania końcówek nitki , która posłuży nam do szycia=))
Co będzie potrzebne:
nici , włóczka
igła z dużym uszkiem
duży , może być ozdobny guzik
no i oczywiście sweterek, którego już nie da się nosić a dalej jest ukochany=)))

środa, 15 stycznia 2014

Zima, konik i wandale...

Zima może i piękna ale czy koniecznie musi nawiedzać Zieloną Górę=))
Idę sobie po Winnym Wzgórzu  coś tam fotografuję i oczywiście koniecznie muszę zobaczyć jak się ma "chłopiec z konikiem ",  nie ma galerii fotografii z naszego miasta bez fotografii tej rzeźby. Fotografują się tu dzieci , dorośli i ci co to odwiedzili Zielona Gorę z biurem podróży i ci co to prywatnie no i oczywiście my zielonogórzanie. Chłopiec zmienił fryzurkę bo śnieg na jego głowie przypomina irokeza. Na konika ktoś przykleił serduszka Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy











 i można by rzec sielanka. Można by gdyby no właśnie , gdyby jakiś "artysta' nie wpadł na idiotyczny pomysł i nie namalował na ramieniu chłopca trupiej czaszki niby taki żarcik ale głupawy co nieco . Jest podobno zasada, że szanujący się artysta nie niszczy dzieła innego artysty tak wiec taki wyczyn podważa szacunek do wszystkich graficiarzy , bo tak to już jest ,że za błędy jednostki odpowiadają wszyscy.  A wszak graficiarze to artyści chyba,że się mylę =(










poniedziałek, 13 stycznia 2014

Studniówka wspomnienia ....

 Jak co roku w polskich szkołach ponadgmnazjalnych rozpoczął się czas bali studniówkowych . Mam ten czas już za sobą to znaczy moja pociecha na Studniówkę szła w 2012 roku czyli dwa lata temu . Pewnie niewiele się zmieniło w tej kwestii . Jak i w 2012 roku młodzi zielonogórzanie odtańczyli poloneza pod Ratuszem i jak co roku zwycięscy cieszą się z nagrody. Przeglądałam ostatnio fotografie ze Studniówki mojej córki i przypomniał mi się tekst jaki napisałam właśnie o Studniowce 2012 roku. Może warto go przypomnieć i pooglądać kilka zdjęć z tamtej jakże ważnej dla mnie Studniówki.
No cóż wspomnienia , wspomnienia...


b Mój pogląd na problem Balu Studniówkowego w roku 2012 czy dziś napisałabym to samo? Pewnie niewiele bym zmieniła=))
Czasami wydaje się człowiekowi, że pewne sprawy ma za sobą i dopiero po latach okazuje się,że „guzik prawda". W moim przypadku rzecz dotyczy sukienki na studniówkę, ja na swoją studniówkę nie poszłam więc i problem z wyborem sukienki teoretycznie nie powinien mnie dotyczyć. Ale los bywa przewrotny, jak się ma córkę w klasie maturalnej , jak to zwykł mawiać mój dobry kolega „ nie ma zmiłuj" o sukienkach „ studniówkowych" wie się wszystko albo prawie wszystko.
Skoro już temat ów mnie dopadł postanowiłam poszperać w internecie , popytać i prześledzić pokrótce jak zmieniała się moda na kreacje studniówkowe. Wcale nie tak wiele jest tych fotografii z studniówek na portalu internetowym , który z założenia miał być portalem służącym do spotkań kolegów z szkolnych lat.
Jak wyglądał strój maturzystki w wczesnych latach pięćdziesiątych. Spytałam o to moją ciocię Alinę byłą jak to się dawniej mawiało abiturientkę Liceum Ogólnokształcącego w Nowej Soli.„W naszych czasach strój był urzędowy. Granatowa spódniczka i biała bluzeczka. „ Różnica była tylko w jakości materiału, z którego uszyte były bluzki i spódniczki.
Trudno znaleźć fotografie z tamtych studniówek .
Zajrzałam na profil mojego liceum niewiele tych fotografii a z studniówek prawie wcale. Pierwsze są z lat sześćdziesiątych w 1969 roku dziewczęta na studniówkę ubrane były nadal w białe bluzki i granatowe spódniczki ale długość o tu zaszły zmiany. Spódniczki i sukienki były krótkie i nie zakrywały już zgrabnych dziewczęcych nóg. Choć wątpię czy dzisiejsze maturzystki ubrałyby na studniówkę czarną sukienkę z białym kołnierzykiem lub żabotem.
Pierwsze odstępstwa od „urzędowych strojów" zaczęły się w latach siedemdziesiątych.
Spytałam moją koleżankę z pracy Małgosie w co była ubrana na studniówkę ( 1975 roku).
„... Otóż nie był to strój galowy tylko kolorowa długa sukienka, a mój obecny mąż miał z tego samego materiału muchę".
W latach osiemdziesiątych co prawda było skromnie, ale po galowych strojach nie ma śladu.
Właściwie stroje zmieniały się tak jak zmieniała się moda, długość sukienek ich fason jedno było niezmienne stroje były dość skromne. Większości sukienki szyły krawcowe lub uzdolnione manualnie mamy , gotowe sukienki był prawie nieosiągalne.
Prawdziwy wyścig zaczął się w latach dwutysięcznych to już nie sukienki to prawdziwe kreacje balowe . Najdziwaczniejszą rzeczą jak dla mnie są czerwone podwiązki , które mają podobno zapewnić powodzenie na egzaminie maturalnym.
Gdyby to była prawda to wszyscy chłopcy musieliby „oblewać" egzaminy maturalne wszak oni czerwonych podwiązek ( chyba,że jestem niedoinformowana )na studniówkę nie ubierają.
Dawniej studniówka to była ostatnia szkolna zabawa a nie pierwszy bal, pierwszy bal to był bal maturalny. Dlatego na studniówce nie wypadało się zbytnio wyróżniać a duży dekolt czy zbyt wysokie szpilki na pewno nie uszłyby uwadze pań profesorek ( tak dawniej mówiło się do nauczycielek w liceum).
Jak dziś czułaby się dziewczyna ubrana na galowo na studniówce ? Pewnie uznano by taki strój za rodzaj buntu przeciw komercji , może za swoiste dziwactwo. O wiele gorzej by było z licealistką
w wydekoltowanej błyszczącej sukience , z mocnym makijażem na niebotycznie wysokich obcasach , gdyby jakiś wehikuł czasu przeniósł ją w lata pięćdziesiąte XX wiek , mogłoby się to skończyć skandalem.
Wszystko pięknie tylko ,że wraz z odejściem skromnych studniówek skończyła się era prawdziwych bali maturalnych, kto dziś jeszcze wie jak to jest ubrać po raz pierwszy w życiu szpilki , wydekoltowaną sukienkę i zatańczyć mocno wtulając się w ramiona chłopaka. A belfry niech się gapią już jesteśmy po maturze. Czy nie jest wam tych bali żal?