Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Polland. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Polland. Pokaż wszystkie posty

piątek, 12 maja 2017

Wiosna, kwiaty, piękna budowla w budowie …


Dziś nareszcie zrobiło się naprawdę ciepło więc wybrałam się z aparatem fotograficznym na spacer. No może nie do końca na spacer po prostu musiałam załatwić kilka spraw w dawnej „firmie” i przy okazji zrobiłam kilka fotografii.
W mieście od 2012 roku trwa rozbudowa pięknej budowli sakralnej a mianowicie cerkwi prawosławnej. Cerkiew w Zielonej Górze jest pod wezwaniem św. Mikołaja . O samej cerkwi najlepiej przeczytać tu http://cerkiew-zgora.weebly.com/o-nas.html





















Obserwuję remont od lat powolutku z roku na rok obiekt pięknieje . Pisałam już o tym obiekcie w 2013, 2014 i 2015 roku.




 







  Kopuły lśnią w słońcu a tuz obok wiosna rozkwita pełną parą. Cieszy każdy nawet lich kwiatuszek więc aparaty w dłoń i fotografujmy kochani fotoamatorzy bo radość z tego olbrzymia i dla fotografa i mam nadzieje dla widzów=)












poniedziałek, 20 kwietnia 2015

Miasto moje w oknach sie przegląda...



Wiosenny spacer to najlepszy sposób na pozbycie się zapasów, które odłożyły się tam i ówdzie=)
Można oczywiście pobiegać , pójść na siłownie ale od czegoś należy zacząć .
Wybrałam się z aparatem na spacer po Zielonej Górze by sprawdzić czy już zawitała w mieście wiosna. I zauważyłam,że Zielona Góra jak na prawdziwą kobietę przystało przegląda się w oknach domów , zapewne by sprawdzić co należy poprawić w wizerunku na wiosnę=)






niedziela, 5 października 2014

Jesienny spacerek ...=)


Ostatnio w Gazecie Lubuskiej napisano wiele złego o naszym deptaku ale to chyba takie marudzenie w myśl przysłowia „cudze chwalicie swego nie znacie”=))
Może i nie trafiony pomysłem są kwietniki takie czarne brzydkie skrzynie ale zawsze można je wymienić. 























Ale kiedy świeci słoneczko na deptaku jest naprawdę milo. 

Zielona Góra to królestwo srok jest ich podobno u nas najwięcej w Europie.




 Ptactwa wszelakiego w mieście nie brak kawki, wróble, wrony i oczywiście gołębie, które dokarmiają młodzi i starsi mieszkańcy.




























 Na deptaku można spotkać zielonogórskie osobowości choćby Szambelana .
Jest radośnie i kolorowo zapewne to zasługa pogody nawet zwierzęta są radosne.
















Winogrona wprawdzie już oskubane przez mieszkańców i ptaki ale jeszcze można znaleźć ślady po pięknych gronach.

Na deptaku co krok słychać muzykę i ta „mechaniczną” i tą graną „na żywo”. Słowem jest pięknie a drobne mankamenty no cóż ...znacie miejsce na Ziemi , które nie ma wad? Ja takiego nie znam =))
































środa, 29 stycznia 2014

Piecowa opowieść.... (uzupełnione odrobinkę)


Zimy za czasów kiedy byłam małą dziewczynką były mroźne i śnieżne.
Łyżwy , kulig , zjazdy na sankach z każdego większego wzniesienia czy lepienie bałwanów to była normalka. Osobiście nie znosiłam nacierania śniegiem , rzucania śnieżkami , które to zabawy uwielbiali chłopcy. Podobno miały być to dowody zainteresowania i rodzaj okazywania uczuć wybrankom serca ale jakoś te argumenty do mnie nie przemawiały.

Kiedy człowiek porządnie zmarzł na podwórku miło było pogrzać się przy piecu w cieplutkim domu. Piece kaflowe w starych domach to była normalka i zawsze kojarzą mi się z dzieciństwem.
Kaloryfery były w nowszych kamienicach i oczywiście w blokach jak nazywano nowe domy z betonu i szkła=)).
Moja córka piece zna tylko z wizyt u babci =)



































W niektórych domach szczególnie na wsi było takie cudeńko nazywane trociniakiem . Przypominało to olbrzymie okrągłe blaszane pudło. Wyczytałam w internecie, że trociniak to dwie beczki , jedna w drugiej z tym, że ta wewnątrz jest niższa  od zewnętrznej  między beczkami musi być szczelina ok. 3 cm. Z tyłu na dole "ustrojstwo" ma rury . Trociniak ma też drzwiczki w które wkłada się  zwitek papieru i podpala, przymyka drzwiczki i po kilku minutach jak się dobrze rozpali zamykamy drzwiczki. Tymi drzwiczkami możesz regulować spalanie i temperaturę.

Wsypywano do środka trociny i … no właśnie nie wiedziałam jak to działało a teraz już wiem.=)) Grzało super. Trociniaki znikały z domów tak około marca i wiadomo było, że idzie wiosna.
Już jesienią rodzice zaopatrywali się w drewno i węgiel , rozmawiali o tym ile a przede wszystkim za ile trzeba będzie nabyć opał na zimę.

Miałam nawet taki maleńki piecyk zabawkę w moim domku dla lalek. Gotowałam na nim moim lalkom obiadki w maleńkich garnuszkach. Miałam też małą ciężarówkę i proce to tak ,żeby nie było,że zmuszano mnie do wyłącznie „babskich” zabawek=))









Postanowiłam poszperać w domowym archiwum i znalazłam kilka fotografii pieców wykonanych przeze mnie i moich bliskich. Oczywiście w moim rodzinnym i domach moich koleżanek nie było ani pięknych bogato zdobionych kominków ani pieców chlebowych.


Ten piec to zapewne popularna dawniej Westfalka, paliło się w niej zarówno węglem  jaki drewnem.
Ten piękny kominek powyżej to piec znajduje się w jednej z kamienic w Zielonej Górze. Kominek to  nakryte palenisko typowego wyposażenia kominków to ekran osłaniający palenisko, żelazne uchwyty na łuczywo. Pogrzebacz.murowane ze specjalnej cegły zwanej szamotówką. Niestety nie wyobrażam sobie kominka takiego opalanego drewnem w  wieżowcu=)
Kamienica wpisana jest do rejestru zabytków obecnie mieści się tam siedziba jednego z wydziałów Urzędu Miasta i akademickiego radia "Indeks".


Duże kaflowe piece były w każdym pokoju w starych czynszówkach jak nazywano dawniej mieszkania dziś nazywane szumnie mieszkaniami "pod wynajm". Czasami taki piec wyposażony był male zamykane na drzwiczki wnęki  w których trzymało się imbryk z herbatą albo garnek z jedzeniem. Często na piecu suszyły się przemoknięte buty albo odzież . Pewnie w zamożnych domach tego nie praktykowano ale w tych gdzie ja bywałam i owszem=))

 Nie tylko my lubiliśmy grzać się przy piecu ,napić się ciepłej herbatki po spacerze.

 Koty kochają ciepło i rywalizowały z nami o miejsce przy ciepłym kaflowym piecu


 Znalazłam w Wikipedii instrukcję jak palić w piecu:
  
"Palenie
Po rozpaleniu ognia i nałożeniu drewna, należy odczekać do jego przepalenia i wytworzenia żaru. Na powstały żar wrzuca się węgiel i również czeka na jego przepalenie. Następnie można zamknąć i zakręcić drzwiczki. W tym momencie zaczyna się właściwe grzanie pieca. Ciepło z żaru zaczyna wypełniać kanały dymne i ogrzewać wkład szamotowy.
Przy konieczności szybszego nagrzania pieca można nie zamykać, a jedynie przymknąć dolne drzwiczki, jednakże nie jest to optymalny energetycznie sposób palenia ze względu na dostarczanie większych ilości powietrza, a co za tym idzie przyspieszenie procesu spalania (dym szybciej ucieka do komina, przez co nie oddaje tak dużo ciepła jak w przypadku zakręcenia pieca).
Pieca nie wolno zakręcać przed przepaleniem się wsadu, ponieważ grozi to rozsadzeniem pieca przez zapłon zgromadzonych w nim gazów palnych. Największe zagrożenie wybuchem zachodzi po wrzuceniu lub dołożeniu węgla, ze względu na możliwość unoszenia się pyłu węglowego w kanale kominowym pieca.
W piecu kaflowym można opalać również innymi materiałami poza węglem (drewno, papier, słoma), jednakże węgiel ze względu na swoja charakterystykę palenia jest materiałem wymagającym najmniej obsługi. Używanie drewna lub papieru jako materiału palnego wymaga częstszego dokładania i obsługi pieca, przy jednoczesnym wytwarzaniu większych objętości popiołu."
 źródło Wikipedia
Naprawdę nie jest to tak proste jak się wydaje.

Zmienia się wszystko piece powoli odchodzą w niebyt , lubię ciepło i wygodę ale klimatyzacja jakoś mnie denerwuje. Jak czasami nocuję w hotelu ,gdzie nie ma grzejników tylko klimatyzacja czuje się nieszczęśliwa, jak tu ogrzać zmarznięte nogi niby przy czym? Ech kto nie wie jak się żyje w domu z kaflowym piecem nie wie co to prawdziwe ciepełko=))))